Blog > Komentarze do wpisu

O przyjaźni w wielkim skrócie

Z przyjaźniami może być różnie…z Daniellą spotykałyśmy się każdego dnia, była bratnią duszą, rozmawiałyśmy o wszystkim, wiedziałyśmy chyba o wszystkich swoich problemach i radościach. Zawsze kiedy Kasia miała gorszy czas modliła się za mnie bo to był jej sposób opieki nade mną (była żoną pastora więc jeśli chodzi o modlitwę, była profesjonalistką). Kiedy jej rodzinę spotkała tragedia, byłam na każde jej zawołanie i wysłuchiwałam jej płaczu po kilka razy dziennie. Danielle wyjechała i jakoś się urwało. Ale o dziwo i naprawdę o dziwo bo nie myślałam sobie, że tak zareaguję, nie jest mi smutno, że nie dzwoni, nie pisze i już nie wiemy wszystkiego o sobie. Zawsze będę o niej ciepło myślała i zawsze będzie kimś ważnym w moim życiu chociaż pewnie nigdy się nie zobaczymy. Są też moje przyjaciółki tutaj w Garmisch, z którymi rozmawiam na co dzień, nie muszę im mówić jak się czuję, czy mam doła czy wręcz przeciwnie– wystarczy, że usłyszą mój głos i wszystko wiedzą. Wiele nas dzieli, wcale wbrew pozorom (naszym własnym) nie jesteśmy do siebie podobne ale to co nas łączy wystarczy żeby móc czuć się swobodnie i bezpiecznie z każdą z nich. Wiem też, że zawsze zostaniemy w bliskim kontakcie bez znaczenia gdzie się znajdziemy! Jest oczywiście moja „siostra z wyboru” Gosia i tutaj miłość jest bezwarunkowa, nic nie jest w stanie zerwać tej więzi. Wystawiona na próbę była kilka razy bo obie jesteśmy w stanie siebie zranić ale nie ma kija – za taką przyjaźń, na kolanach na Jasną Górę! Jest jeszcze Ula, z którą nie gadamy rok na przykład a wreszcie kiedy nam się uda to jakby poprzednia rozmowa skończyła się dzień wcześniej. Zawsze się zastanawiałam się czy kiedyś to się po prostu urwie, nie dogadamy się, nie będzie wspólnych tematów…ale nie, zawsze jest tak samo – jakbyśmy rozstały się wczoraj w parku na Żoliborzu.

 I jest Jeff…fantastyczny człowiek, którego kawałek życia zmieszał się z kawałkiem naszego życia i tak się zaplątał, że został z nami na zawsze! Nie miałam wielu kumpli facetów – od razu się w nich zakochiwałam, bez wzajemności i dupa blada – a Jeff właśnie jest moim przyjacielem. I muszę przyznać, że jestem o jego przyjaźń bardzo zazdrosna kiedy on spędza mile czas z Chrisem na ten przykład! Ostatni raz widziałam Jeffa w Warszawie krótko po urodzeniu Kasi. Od tamtej pory wiele się pozmieniało, wydorośleliśmy, mamy dzieci, problemy ale nigdy nie zdarzyło się, żebym pomyślała o nim inaczej niż „mój Jeff.”

No i ten mój Jeff odwiedził nas w weekend. Lecąc z Warszawy zatrzymał się w GaPa na dosłownie 35 godzin ale jakie to były intensywne godziny! Oczywiście pokazaliśmy mu co tylko się dało, wszystko musiało być z górki bo wiadomo, będziemy rozmawiać a pod górkę trochę kiepsko z oddychaniem ale przede wszystkim rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy…bardzo szczere, emocjonalne, o wszystkim, o tym co było i jak to wpłynęło na to co jest. O tym co jest i jak możemy lub nie możemy zmienić pewnych istniejących rzeczy i o tym co być może będzie, o nadziejach, że kiedyś być może będziemy prawie sąsiadami o tym jak nasze dzieci są do siebie podobne. Wrócił do naszego życia żeby poznać nasze dzieci, zobaczyć gdzie mieszkamy i mam nadzieję, przekonać się, że mimo, że się zmieniliśmy, nie zmieniliśmy się wcale! What a weekend! Thank you Jeff for making such a great sacrifice and spending time with us!

I tym optymistycznym wspomnieniem weekendowym kończę i pozdrawiam moich przyjaciół z przeszłości (zastanawiałam się czy nie „byłych przyjaciół” ale nie, ich nie pozdrawiam), wszystkich moich teraźniejszych i przyjaciół z przyszłości również!

 

 


niedziela, 21 października 2012, aniukopisadlo

Polecane wpisy

  • Pakować się!

    Wiosna to czas zmian. Co rusz ktoś włosy farbuje, męża zastępuje kochankiem czy dzieci wymienia na wyższe i grzeczniejsze. Ktoś wyjeżdża, inny ktoś nie wie czy

  • Włoska czy nie...

    To ja byłam w tych Włoszech czy nie? Wprawdzie jechaliśmy dwieście osiemdziesiąt kilometrów w kierunku południowym i nie ma innego wyjścia jak tylko dojechać do

  • Nóż za drzwiami

    Winę za to, że kiedy otworzyłam drzwi, stał przede mną mój syn z wymierzonym we mnie nożem kuchennym zwalę na Amerykanów, na których w tym tygodniu jestem wście